Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ESC 2010. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ESC 2010. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Mołdawia: bunika bate toba


Mołdawia na Eurowizji pojawiła się stosunkowo niedawno, bo w 2005 roku. Nie wiadomo, czy to urok debiutanta czy też oryginalny utwór sprawił, że od razu osiągnęła bardzo dobry - i do tej pory najlepszy - wynik w Konkursie. Pierwszym mołdawskim reprezentantem był zespół Zdob si Zdub, co ciekawe wykonujący swoją propozycję w języku angielskim i rumuńskim. Utwór "Bunika bate toba", czyli "Babcia uderza w bęben". Najpierw zajęli drugie miejsce w półfinale, później osiągnęli 6. pozycję w klasyfikacji finałowej. Stawka była tak wyrównana, że Mołdawii zabrakło wtedy tylko 10 punktów do podium.




Rok później (2006) na Eurowizji pojawił się Arsenium, znany bardziej jako członek zespołu O-Zone. Tym razem jednak wystąpił w duecie z Natalią Gordienką. Ich piosenka "Loca" nie odniosła sukcesu, zajmując dopiero 20. miejsce.




W 2007 roku Mołdawię reprezentowała Natalia Barbu. "Fight" to piosenka na temat "okrutnego świata", któremu trzeba się przeciwstawiać. Solówka skrzypcowa, którą słychać na początku, wykonywana jest przez samą artystkę. Nie mogła być jednak odegrana na żywo w trakcie występu, jako że regulamin przewiduje jedynie półplayback - czyli muzykę z odtworzenia. Mimo to, piosenka mołdawska wślizgnęła się do finału (zajmując ostatnie premiowane awansem miejsce), by w finale, który kończyła, ponownie zająć miejsce dziesiąte.




Rok 2008 to największe jak dotąd mołdawskie niepowodzenie - utwór "A Century of Love" Gety Burlacu, odpadł w półfinale.



W konkursie z 2009 roku wystąpiła Nelly Ciobanu z piosenką "Hora din Moldova" ("Taniec z Mołdawii"). Folkowa propozycja najpierw zajęła aż 5. miejsce w półfinale, lecz w finale nie było już tak dobrze. Ostatecznie wraz z 68 oczkami na koncie, Mołdawia zajęła 14. miejsce.




W tegorocznej (2010) edycji Mołdawię reprezentowała grupa SunStroke Project z gościnnym występem Olia Tiry. Utwór "Run Away" w stylu disco z jednej strony uznawany był za faworyta do wysokiego miejsca, z drugiej do rychłego odpadnięcia. Jednak w półfinałach, które rozpoczynał, zajął 10. miejsce i awansował do finału. W tym zaś zdobył tylko 27 punktów, co dało dopiero 22. lokatę.




Mołdawia to kolejny przykład tzw. współpracy sąsiedzkiej - wymiana punktów z Rumunią, Rosją czy Ukrainą w dużym stopniu to potwierdza. Tak czy inaczej w ciągu 6 lat uczestnictwa w Eurowizji, kraj ten zaprezentował kilka naprawdę dobrych i oryginalnych kompozycji - zapewne nie inaczej będzie w 2011 roku.

czwartek, 2 września 2010

Belgia: j'aime la vie


Belgia to kraj, który w Eurowizji występował od samego początku, biorąc udział w niemalże wszystkich edycjach Konkursu. W roku 1956 każdy kraj wystawiał dwie piosenki do konkursu. Reprezentantami Belgii zostali wtedy Fud Leclerc (pierwszy wykonawca piosenki belgijskiej na Eurowizji) z utworem "Messieurs les noyes de la Seine" ("Utopieni panowie z Sekwany") oraz Mony Marc, występująca z "Le plus beau jour de ma vie" ("Najpiękniejszy dzień w moim życiu"). Jakie były ich rezultaty nie wiadomo, gdyż podano jedynie nazwę zwycięskiej piosenki.


Fud Leclerc wystąpił jeszcze na Eurowizji 3-krotnie (1958, 1960 i 1962). Prócz rekordu występów na Eurowizji także w inny, mniej chlubny sposób, zapisał się w historii Konkursu - w 1962 znalazł się w gronie pierwszych eurowizyjnych artystów, którzy za swe piosenki otrzymali 0 punktów...

Pierwsza połowa lat 60. była dla Belgii wysoce nieudana - 3-krotnie ostatnie miejsce. Dużo lepszy rezultat miał miejsce w 1966 roku, kiedy to reprezentantką Belgii była Tonia. Jej "Un peu de poivre, un peu de sel" ("Szczypta pieprzu, szczypta soli") zajęło 4. miejsce, choć od podium dzielił artystkę zaledwie jeden punkt.


Przez ponad 10 następnych lat, Belgia znów plasowała się na dalszych pozycjach - najwyższym miejscem było siódme (1967, 1968, 1969, 1977). W roku 1978 odniosła jednak prawdziwy sukces, zajmując 2. miejsce. Stało się tak dzięki Jeanowi Vallee, który występował z utworem "L'amour ca fait chanter la vie" ("Miłość, co sprawia że życie śpiewa").


Rok później przyszło kolejne ostatnie miejsce dla Belgii, jednak już w 1982 roku trafił się kolejny dobry wynik. Reprezentantką swojego kraju była wtedy Stella, która z utworem "Si tu aimes ma musique" ("Jeśli lubisz moją muzykę") zajęła czwarte miejsce - i podobnie jak to miało miejsce w 1966 roku, znów do większego szczęścia zabrakło 1 punktu.


Kolejne lata nie przyniosły większych sukcesów - w roku 1985 znów trafiło się ostatnie miejsce w Konkursie. Jednakże już rok później (1986) Belgię reprezentowała jedna z najsłynniejszych eurowizyjnych artystek - Sandra Kim. Jej utwór "J'aime la vie" ("Kocham życie") okazał się najlepszy, zdobywając 176 punktów (co jest jednym z lepszych wyników w historii, zważywszy na to, że wystąpiło wtedy 20 państw). Największe kontrowersje wzbudził wiek Sandry - ona sama przed konkursem deklarowała, że ma lat 15. Po nim przyznała, że tak naprawdę jest... 13-latką. To czyni ją najmłodszą zwyciężczynią w historii Eurowizji - i tak już chyba zostanie, jako że obecnym limitem regulaminowym jest 16 lat.


Przez wiele następnych edycji Konkursu Belgii znów nie udało się odnieść żadnych większych sukcesów. W latach 1994, 1997 i 2001 nie występowała w konkursie ze względu na słabe miejsce rok wcześniej. Od sukcesu Sandry Kim do roku 2003 (!) najwyższym miejscem było szóste w 1998. W międzyczasie również dwukrotnie zajęła ostatnie miejsce. Tym większym sukcesem okazał się właśnie wspomniany konkurs z 2003 roku. Belgię reprezentował wtedy zespół Urban Trad, który wystąpił z piosenką "Sanomi", zawierającą tekst w... wymyślonym języku. Do samego końca toczyła się walka o zwycięstwo (w grę wchodziła jeszcze Rosja i Turcja), ostatecznie jednak Belgia zajęła miejsce drugie ze 165 punktami. Zważywszy na to, że różnica między pierwszym a trzecim miejscem wyniosła trzy punkty (167 i 164), to drugie zwycięstwo dla Belgów było wtedy na wyciągnięcie ręki...


Wprowadzone od 2004 roku półfinały Eurowizji okazały się dla Belgii niemalże zabójcze. Przez wiele lat nie udało jej się awansować do finału, plasując się najczęściej na końcowych pozycjach. Nie pomogła nawet słynna Kate Ryan, która w 2006 roku ku zaskoczeniu wielu fanów Eurowizji odpadła już w półfinale z utworem "Je t'adore" ("Uwielbiam cię"), choć ten już w tamtym czasie znajdował się na szczytach europejskich list przebojów i wydawało się, że jest pewniakiem do zwycięstwa.


Nadszedł rok 2010. Reprezentantem Belgii był Tom Dice, który wystąpił z utworem "Me and my guitar". Jedni uważali go za faworyta, inni niejednokrotnie nie widzieli go nawet w pierwszej dziesiątce. Tak czy inaczej Dice zdecydowanie wygrał pierwszy półfinał, by w finale zająć ostatecznie 6. miejsce. Oprócz paru innych wykonawców z tego roku, Belg jest doskonałym przykładem na to, jak ważne było przywrócenie głosów jury do konkursu (co miało miejsce rok wcześniej). Gdyby głosowała sama publiczność, znalazłby się dopiero na... czternastym miejscu. Co ciekawsze - gdyby liczyły się wyłącznie głosy jurorów, zająłby miejsce drugie (!) o dwa punkty przegrywając ze zwycięską Leną z Niemiec...


W swej bardzo długiej historii na Eurowizji Belgia nie może pochwalić się zbyt wieloma sukcesami. W 52 występach wygrała tylko raz, 3-krotnie znajdując się na podium. Aż 8 razy zajmowała ostatnie miejsce, choć i tak nie czyni ją w tym względzie "najlepszym" krajem. Jeśli chodzi o przyznawane i otrzymywane punkty to największe "wymiany" prowadziła z Holandią, Wielką Brytanią, Niemcami oraz Hiszpanią. Nie można powiedzieć, że Belgia jest eurowizyjną potęgą - choć należy mieć nadzieję, że w przyszłych latach będzie miała więcej szczęścia, a tego nie raz jej po prostu brakowało...

czwartek, 19 sierpnia 2010

Gruzja: visionary dream



Europa rozszerza się na Wschód, a razem z nią Eurowizja. Pierwszy "krok w bok" konkurs wykonał na początku lat 90. po upadku ZSRR. W ostatnich latach na eurowizyjnej scenie pojawiają się kolejne państwa, jak chociażby Gruzja.

Jej debiut miał miejsce w roku 2007 w Helsinkach. Jak to zwykle z krajami występującymi po raz pierwszy, starano się, by piosenka była jak najlepsza. Krajowy nadawca zdecydował, że Gruzję reprezentować będzie tamtejsza gwiazda, Sopho Khalvashi, którą poparło 60% ankietowanych. Artystka wykonała 5 utworów, z których jeden miał reprezentować jej kraj. Ostatecznie 51% głosujących uznało, że najlepszą jest piosenka "My Story", której tytuł zmieniono później na "Visionary Dream". Występ w półfinale zakończył się sukcesem (8. miejsce i awans do finału), podobnie jak finał - w nim wraz z 97 punktami Khalvashi zajęła 12. miejsce.


Rok później (2008) gruzińską reprezentantką była Diana Gurtskaya, niewidoma artystka, mająca na swoim koncie duety z Rayem Charlesem czy Toto Cutugno. Spośród 12 utworów różnych wykonawców wybrano jej "Peace Will Come", które zdobyło 39% wszystkich głosów. Utwór najpierw zajął 5. miejsce w belgradzkim półfinale, zaś w finale znalazł się na 11. miejscu (83 punkty). Pojawiały się głosy, aby wydać "Peace Will Come" w ramach zbierania funduszy przy okazji konfliktu w Abchazji i Południowej Osetii.


W roku 2009 Gruzini wybrali piosenkę "We Don't Wanna Put In" wykonywaną przez zespół Stefane & 3G. EBU uznała jednak, że utwór (a zwłaszcza jego tytuł) ma charakter polityczny - dla jasności należy dodać, że ten konkurs odbywał się w Moskwie, a Gruzja była w stanie wojny z Rosją) i nakazała zmianę piosenki. Gruzja twardo obstawała przy swoim wyborze, w konsekwencji została zdyskwalifikowana.


Mimo niesnasek o zabarwieniu politycznym, gruziński nadawca nie zrezygnował z udziału w Eurowizji. W 2010 roku reprezentantką tego kraju była Sopho Nizhiradze, która w koncercie preselekcyjnym wykonała 6 propozycji muzycznych. Największe uznanie u telewidzów i jurorów zdobył utwór "Shine", który też został zaprezentowany najpierw w półfinale (gdzie zajął 3. miejsce), a później w finale. Tam osiągnął najlepszy rezultat dla Gruzji w jej niedługiej historii występów na Eurowizji - 9. miejsce i 136 punktów.


Gruzja znajduje się w grupie krajów krytykowanych za "polityczne głosowanie". Tak też niestety w dużym stopniu jest - najwięcej punktów wymienionych zostało z Armenią, Litwą, Ukrainą, Białorusią oraz Rosją. Podobnie jak dwa inne kraje z rejonu Kaukazu - Armenia i Azerbejdżan - Gruzja zajmuje miejsca w okolicach pierwszej dziesiątki, powoli się do niej "przyzwyczajając". Finał gościł już w Stambule, Kijowie i Moskwie - może już niedługo pojawi się za Morzem Czarnym?

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

Szwecja: faangad av en stormvind



Dziś kolejny niezwykle ważny kraj dla konkursu Eurowizji - Szwecja. Wbrew pozorom początki tego kraju nie były zbyt udane. Wszystko zaczęło się w 1958 roku, kiedy to Szwecja zadebiutowała z piosenką "Lilla stjarna" ("Mała gwiazda"), wykonywaną przez Alice Babs. 10 punktów dało jej czwarte miejsce.


Następne edycje to coraz większe niepowodzenia. W 1963 Kraj Trzech Koron zajął ostatnie miejsce w konkursie, nie zdobywając nawet jednego punktu. Z tego powodu Szwecja zdecydowała się na roczną przerwę w uczestnictwie. Jednakże już w 1966 roku osiągnęła pierwszy sukces. Para Lill Lindfors i Svante Thuresson utworem "Nygammal vals" ("Nowy-stary walc") wyśpiewała sobie drugie miejsce w konkursie. Na kolejny dobry wynik musieli jeszcze poczekać...


... do 1974 roku i konkursu w Brighton. Tego występu nie trzeba pewnie zbyt długo opisywać. Po prostu: ABBA, "Waterloo", 24 punkty i 1. miejsce. Dodam jedynie, że piosenka ta została uznana za najlepszą w historii Eurowizji w konkursie "Congratulations" z 2005 roku. Czy słusznie - możecie ocenić sami.


Wbrew pozorom sukces zespołu nie przekuł się na kolejne wysokie miejsca Szwecji. Przez niemalże dekadę najwyższym miejscem było 8.! Dopiero w 1983 na eurowizyjnej scenie wystąpiła Carola Haggkvist, prawdziwa królowa szwedzkiej Eurowizji. Jej "Framling" ("Nieznajomy") zajęło trzecie miejsce, a przed 16-letnią wówczas Carolą było jeszcze wiele do osiągnięcia.


Rok później (1984) Szwecję reprezentował zespół Herreys, złożony z trójki braci. Piosenka o złotych butach, "Diggi-Loo Diggi-Ley" (tytuł nieprzetłumaczalny) wygrała konkurs, równo dziesięć lat po sukcesie "Waterloo". Bracia Herreyowie rok później wygrali Festiwal w... Sopocie.


Szwecja kontynuowała swoją passę także w konkursie organizowanym u siebie w 1985 roku. Co prawda nie wygrała - Kikki Danielsson ze swoim "Bra vibrationer" ("Dobre wibracje") zajęła "jedynie" trzecie miejsce, ale piosenka stała się jedną ze słynniejszych szwedzkich piosenek z Eurowizji.


I znów przyszły lata suche. Z pomocą przyszła... Carola. Tym razem wystąpiła z utworem "Faangad av en stormvind" ("Przechwycona przez wicher"). Zdobyła 146 punktów - tyle samo, co występująca zaraz po niej reprezentująca Francję Amina. O zwycięstwie zdecydowałaby liczba przyznanych dwunastek, gdyby nie to, że... obie piosenki zdobyły ich tyle samo (4). Wobec tego zdecydowała ilość dziesiątek, a tych więcej miała Carola (5 do 2), dzięki czemu Szwecja mogła cieszyć się z 3. zwycięstwa na Eurowizji. Warto zauważyć, że artystka była swego rodzaju prekursorką - bowiem właściwie aż do końcówki lat 90. na Eurowizji nie pojawiały się piosenki, gdzie o układzie choreograficznym stanowiliby profesjonalni tancerze.


Kolejne dobre miejsce Szwecja zajęła w roku 1995. Kraj ten reprezentował wtedy Jan Johanson, który za piosenkę "Se pa mig" ("Spójrz na mnie") zdobył równo 100 punktów i trzecie miejsce.


W roku 1996 również 100 punktów zdobył szwedzka grupa One More Time reprezentująca kraj z utworem "Den vilda" ("Dziki"). I tak jak w roku poprzednim wystarczyło to do zajęcia trzeciego miejsca.


Trzy lata później (1999) przyszedł czas na kolejny ogromny sukces Szwedów - i jak dotąd ostatni. Tym razem osiągnęła go Charlotte Perelli. "Take me to your heaven" w konkursie zajęło pierwsze miejsce i - w mojej opinii - stało się "wzorem" dla kolejnych szwedzkich wykonawców poprzez nawiązanie w niektórych swych rytmach do tych ABBA-owych. Odtąd bowiem niemalże wszystkie szwedzkie piosenki brzmiały jakoś tak podobnie...


... co zapewne w dużym stopniu dawało im dość wysokie miejsca w kolejnych konkursach. W ostatniej dekadzie Eurowizji Szwecja 4-krotnie zajmowała 5. miejsce (w tym między innymi Carola w roku 2006 z piosenką "Invisible"). W 2008 roku ponownie w konkursie wystąpiła Charlotte Perelli ze swoim "Hero", które prześlizgnęło się do finału głosami jurorów i zapewne szwedzką renomą. Nie udało się to w tym roku - Anna Bergendahl, jedna z faworytek na czołowe miejsca w tym roku z piosenką "This is my life" zajęła 11. miejsce w swym półfinale i do finału nie awansowała, co Szwecji zdarzyło się po raz pierwszy w historii.


Jak wspomniałem na początku, Szwecja to jeden z najważniejszych krajów dla Eurowizji. Gdyby "Wielką Czwórkę" wyłaniano na podstawie sukcesów, a nie pieniędzy - pewnie by się w niej znalazła. Choć od 2006 roku najwyższym miejscem jakie udało się zająć temu krajowi było 18., to co roku na propozycję szwedzką czekają niemal wszyscy fani Eurowizji. Dzieje się tak za sprawą szwedzkich preselekcji - Melodifestivalen, które wyłania reprezentantów od 1959 roku. Oprawą - 4 półfinały, koncert "drugiej szansy" oraz finał - może się równać chyba tylko z samym konkursem Eurowizji. I mimo że na Szwecji ciąży jeszcze jeden mankament (wzajemne wspieranie się krajów skandynawskich, choć tak naprawdę Szwecja najwięcej punktów wymienia z Holandią, Norwegią, Danią i Wielką Brytanią), to kraj ten traktowany jest "po królewsku" wraz ze swoimi Trzema Koronami: zespołem ABBA, Carolą i Melodifestivalen.

sobota, 31 lipca 2010

Hiszpania: vivo cantando

Co Wy na to, żeby w te deszczowe i chłodne dni udać się do słonecznej Hiszpanii? Też jestem za...





Kraj ten zadebiutował w 1961 roku. Zaszczyt reprezentowania swojego kraju otrzymała Conchita Bautista. Jej "Estando contigo" ("Będąc z tobą") było - co zrozumiałe - pierwszym hiszpańskojęzycznym utworem na Eurowizji. Hiszpania zdobyła w tamtym konkursie 8 punktów i zajęła 9. miejsce w gronie szesnastu startujących.


Kolejne edycje były dla Hiszpanów nieudane. Dwukrotnie - w 1962 i 1965 roku - zajęli oni ostatnie miejsca w konkursie, nie zdobywając żadnego punktu. Powoli nadchodziła jednak najlepsza dekada dla tego kraju... W 1968 - w 13. konkursie Eurowizji - swój kraj reprezentowała Massiel ("zastąpiła" na scenie Joana Manuela Serrata - o tym "kto maczał w tym palce" napiszę przy innej okazji). Tak czy inaczej za piosenkę "La, la, la" zdobyła 29 punktów i o jeden wygrała z... Cliffem Richardem (Wielka Brytania). Warto nadmienić, że był to pierwszy konkurs, który można było oglądać w kolorze.


Rok później (1969) w Madrycie miał miejsce wyjątkowy konkurs. 18 punktów zgromadziły jednakowo: Francja, Wielka Brytania, Holandia oraz Hiszpania. Tę ostatnią reprezentowała Salome z utworem "Vivo cantando" ("Żyję śpiewając"). Nie było dogrywki, więc wszystkie cztery kraje "wygrały". Hiszpania jako pierwszy kraj po raz drugi z rzędu. Konkurs przeniósł się do Holandii, o czym zdecydowano... w drodze losowania. A swoją drogą - czy strój artystki przypomina Wam to samo co mnie? :-)


W 1970 Hiszpanię reprezentowała wschodząca gwiazda piosenki. 4. miejsce za "Gwendolyne" dało mu przepustkę do wielkiej kariery. Zresztą, nazwisko mówi samo za siebie - Julio Iglesias.




Na następnej Eurowizji (1971) Hiszpanie znów odnieśli sukces. Karina i jej "En un mundo nuevo" ("W nowym świecie") zyskało uznanie jurorów i ze 118 punktami na koncie zajęło drugie miejsce. 


Prawdziwym hitem stała się piosenka reprezentująca Hiszpanię w 1973 roku. Jedynie 4 punkty zdecydowały o tym, że "Eres tu" ("Jesteś ty") zajęło 2. miejsce - zaraz za Anne-Marie David i jej "Tu te reconnaitras", o której wspominałem parę notek wstecz. Piosenka zespołu Mocedades przez niektórych uznana została za plagiat, jednak nie została zdyskwalifikowana, zaś po Eurowizji grano ją w wielu stacjach radiowych - także w USA.


Na kolejne dobre miejsce Hiszpania musiała czekać aż do 1979 roku. Reprezentowała ją wtedy pochodząca z Peru Betty Missiego, która z utworem "Su cancion" ("Twoja piosenka") śpiewała jako ostatnia w konkursie. Ostatecznie zajęła 2. miejsce.


I znów przyszły suche lata dla hiszpańskiego kraju. W 1983 roku zajął on ostatnie miejsce - nie zdobywając ani jednego punktu. Jednakże rok później (1984) sytuacja się odwróciła. Zespół Bravo wystąpił z piosenką "Lady, lady", zdobył 106 punktów i uplasował się na 3. pozycji. Mimo to utwór również zdobył popularność w Europie.


Od tego czasu Hiszpanii wiodło się coraz gorzej. Z trudem kwalifikowała się do pierwszej dziesiątki - jedynie w latach 1989-91 znajdując w niej miejsca. Przełom nastąpił w 1995 roku. Wtedy to swój kraj reprezentowała Anabel Conde z utworem "Vuelve conmigo" ("Wróć do mnie"). Zdobyła dość sporą ilość punktów - 119, dzięki czemu zajęła drugie miejsce. Niestety po swoim sukcesie, Conde zrezygnowała na długi czas ze śpiewania, do czego powróciła po 10 latach. Ciekawostką jest fakt, że w 2006 roku ubiegała się o reprezentowanie... Polski na konkursie Eurowizji. Odpadła jednak na wczesnym etapie preselekcji.


To był ostatni tak dobry występ Hiszpanii na Eurowizji. Po drodze pojawiły się 6. miejsca w 1997 i 2001 roku, jak i ostatnie (4. w historii) w 1999. Gdy pod koniec lat 90. wprowadzono różnorakie formy "kwalifikacji" do finału, Hiszpania znalazła się w gronie tzw. wielkiej czwórki, która ma finał zapewniony bez większego starania się o niego. Bynajmniej nie stało się tak dzięki hiszpańskim sukcesom muzycznym - jak się można domyślić, chodzi o "wsparcie finansowe" EBU, czyli organizacji zajmującej się Eurowizją.

W żaden jednak sposób nie przełożyło się to na jakość ich piosenek, które od 2004 roku nie znajdują się nawet w pierwszej dziesiątce... Cóż, pieniądze jak widać nie śpiewają. A jak było w 2010 roku? Hiszpania wystartowała z ciekawą moim zdaniem propozycją - "Algo pequenito" ("Coś malutkiego") wykonywaną przez Daniela Digesa. Co ciekawe - artysta w trakcie finału wystąpił dwukrotnie. Najpierw - zgodnie z ustaleniami - jako drugi w kolejności. Jednakże w trakcie jego występu na scenę wskoczył "kibic" i podjęto decyzję o ponownym występie Hiszpana. Nie wpłynęło to jednak na wysoką pozycję w konkursie - Diges zajął dopiero 15. miejsce.


Hiszpania na Eurowizji wystąpiła już 50 razy. W tym czasie dwa razy wygrała, a 7-krotnie znalazła się na podium. Zdecydowanie najwięcej punktów przyznawała Niemcom, zaś sama najhojniej obdarowywana była przez Grecję. Niewątpliwie jest to kolejna "ikona" Eurowizji, choć w ostatnich latach coraz częściej krytykuje się ten kraj za słaby poziom - podobnie zresztą jak całej "wielkiej czwórki". Jedno, za co koniecznie trzeba pochwalić Hiszpanię, to śpiewanie tylko w swoim ojczystym języku - przez wszystkie lata uczestnictwa w Eurowizji.

Czyżby i za naszymi oknami zrobiło się słoneczniej?

poniedziałek, 19 lipca 2010

Estonia: randajad


Z gorącej Turcji przenieśmy się do chłodnej Estonii. Kraj ten jest jednym z młodszych uczestników Konkursu Eurowizji. Po raz pierwszy wystartował w roku 1994 (tym samym co Polska), lecz swój połowiczny debiut zaliczył rok wcześniej. Wtedy to propozycja estońska nie zakwalifikowała się do Konkursu, odpadając we "wschodnioeuropejskich" preselekcjach. W Dublinie jednak zaliczyła swój debiut, a pierwszą reprezentantką Estonii w Eurowizji została Silvi Vrait. Artystka za piosenkę "Nagu merelaine" ("Jak fala morska") zdobyła jedynie 2 punkty i zajęła 24., przedostatnie miejsce w edycji z 1994 roku.


Po rocznej pauzie estońscy reprezentanci powrócili na eurowizyjną scenę w 1996. Maarja-Liis Ilus oraz Ivo Linna osiągnęli pierwszy sukces dla swojego kraju, zajmując 5. miejsce. Ich "Kaelekee haal" było pierwszą piosenką z "bloku wschodniego" w historii, która znalazła się w najlepszej piątce konkursu.


Kolejne lata przyniosły umiarkowane powodzenie Estonii, która oscylowała w granicach pierwszej dziesiątki. Przełom nastąpił w 2000 roku, kiedy Ines z propozycją "Once in a lifetime" osiągnęła 4. miejsce. 17-letnia wówczas piosenkarka pozwoliła swojej ojczyźnie myśleć o jeszcze większym sukcesie...


... który nadszedł rok później. W konkursie odbywającym się w Kopenhadze Estonię reprezentowali Tanel Padar, Dave Benton oraz 2XL. Wystąpili z dość niekonwencjonalną jak na Eurowizję propozycją "Everybody". W ostatecznym rozrachunku pokonali gospodarzy, zdobywając 198 punktów. Jednakże "Everybody" jest szczególne także pod innymi względami. Po pierwsze, Estonia została pierwszym krajem z dawnego Związku Radzieckiego, który wygrał Eurowizję. Po drugie - Dave Benton został najstarszym zwycięzcą Eurowizji (w 2001 roku miał 50 lat) oraz jedynym jak dotychczas... czarnoskórym zdobywcą Grand Prix, w dodatku pochodzącym z Karaibów.


Estonia zajęła bardzo wysokie miejsce także u siebie w 2002 roku. Co ciekawe, reprezentantką gospodarzy była... Szwedka. Sahlene została zaproszona do estońskich preselekcji, gdy z udziału w nich zrezygnowała Ines. Z piosenką "Runaway" uplasowała się na 3. miejscu, a później zyskała popularność na skandynawskich (i m. in. bałkańskich) listach przebojów.


Dalsze lata nie były zbytnio udane dla Estonii. Po wprowadzeniu półfinałowych zmagań, rok po roku kraj ten odpadał z rywalizacji szybciej niż ta na dobre się zaczęła. Niemoc przerwała jedna z najlepszych moim zdaniem piosenek ostatnich lat na Eurowizji. W 2009 roku grupa Urban Symphony z utworem "Randajad" ("Podróżnicy") zdobyła serca miłośników tego konkursu i w moskiewskim konkursie zajęła szóste miejsce. Było to zdecydowanie najlepsze miejsce estońskich reprezentantów od 2002 roku, zaś sama piosenka "Randajad" zdobyła pierwsze miejsca list przebojów w Wielkiej Brytanii, Belgii czy Szwajcarii, chociaż jest całkowicie w języku estońskim.


Rok 2010 to niestety kolejne niepowodzenie Estonii, choć - tu znów wtrącę swój subiektywny głos - całkowicie niezasłużone. Malcolm Lincoln ze swoim "Siren" zdecydowanie nie powinien odpaść już w półfinale, jednak tak się stało, głównie za sprawą głosów telewidzów. Szkoda, bo jest to niesamowicie wciągający utwór godny zauważenia i powinien zająć miejsce wyższe niż 14. miejsce w półfinale (tuż za polskim reprezentantem, Marcinem Mrozińskim).


Estonia pomimo niedługiego stażu w Eurowizji, ma na swoim koncie sporo sukcesów. W trakcie swych 16 występów najwięcej punktów otrzymała m. in. od Szwecji, Finlandii oraz Polski, zdecydowanie najwięcej przyznając Rosji oraz Szwecji. W najbliższych latach czekam na podtrzymanie poziomu Randajad czy Siren, bo być może to właśnie z Estonii, leżącej w samym centrum "skandynawsko-wschodnioeurowizyjnych układów", nadejdzie poprawa jakości piosenek z tego rejonu...

sobota, 10 lipca 2010

Turcja: dum tek tek


Było już co nieco o jednym kraju ważnym dla Eurowizji, teraz czas na kolejny. Turcja, bo o niej mowa, to państwo, które w opinii wielu nie powinno startować w tym konkursie, bo nie jest krajem stricte europejskim. Dla mnie, ani dla innych eurowizyjnych fanów, nie ma to kompletnie żadnego znaczenia. Tureckie piosenki w ostatnich latach stały się ważną częścią festiwalu i w tym kontekście należy rozpatrywać powinność ich uczestnictwa w konkursie.

Turcja po raz pierwszy w Eurowizji zagościła w roku 1975. Pierwszą reprezentantką swojego kraju została Semiha Yanki, która wystąpiła z utworem "Seninle bir dakika" ("Jedna minuta z tobą"). Nie zdobyła jednak uznania jurorów i z 3 punktami zakończyła konkurs na ostatniej, 19. pozycji. Niemniej piosenka stała się hitem w Turcji, zaś niepowodzenie tłumaczono debiutem oraz 40-stopniową gorączką artystki w trakcie występu.


Na 3 lata odpuszczono sobie eurowizyjne zmagania i wrócono w 1978. Rok później jednakże znowu Turcja nie wzięła udziału w konkursie, gdyż wyselekcjonowana piosenka została uznana za zbyt słabą, by stawać w szranki z pozostałymi. Od 1980 jednak tureckie piosenki stale uczestniczyły w Eurowizji, jednak bez sukcesu. Prócz 9. miejsca w 1986 pierwszym poważnym sukcesem był rok 1997. Wtedy to Turcję reprezentowała Sebnem Paker. Był to jej drugi udział z rzędu, jednakże tym razem wspomógł ją zespół muzyki etnicznej. Grupa dzięki piosence "Dinle" ("Posłuchaj") zajęła 3. miejsce, co oczywiście zostało uznane za ogromny sukces.




W kolejnych latach Turcji znów nie udawało się przebić nawet do pierwszej dziesiątki. Przełomem był rok 2003, kiedy to w Rydze pojawiła się Sertab Erener. Piosenka turecka została po raz pierwszy zaśpiewana w języku angielskim (pod koniec lat 90. wprowadzono możliwość śpiewania w dowolnym języku), co w połączeniu z głosowaniem telewidzów (również od końca lat 90.), w znaczący sposób przyczyniającym się do "huczniejszej oprawy", spowodowało drugi sukces Turcji w jej prawie 30-letniej historii na Eurowizji. "Every way that I can", po pasjonującym głosowaniu, w którym do samego końca nie wiadomo było kto zwycięży, wygrała Eurowizję i przeniosła ją do Stambułu.


Rok 2004 również okazał się dość szczęśliwy dla Turcji. Gospodarzy reprezentował zespół Athena, który piosenką "For real" wskoczył na 4. miejsce. Grupa punkowa nie była faworytem, a mimo to pokazała, że i taka muzyka może zdobyć uznanie eurowizyjnej publiczności. Uważnym widzom polecam moment, w którym główny wykonawca igra sobie z zasadą Eurowizji, by nie przemycać politycznych treści.


Dwie następne edycje nie przyniosły Turcji sukcesów. Jednakże w 2007 kraj ten po raz kolejny znalazł się wysoko. Popularny w kraju Kenan Dogulu piosenką "Shake it up sekerim" wyśpiewał sobie miejsce już za podium. Od tego czasu bardzo dobrze widać, że Turcja ogromną ilość punktów zdobywa z tych samych zakątków Europy - nie tylko kraje kaukaskie czy Bałkany, ale także Niemcy, Francja czy kraje Beneluksu - co pozwala jej niemal automatycznie znajdować się w pierwszej dziesiątce.


W roku 2008 na Eurowizji wystąpił zespół Mor ve Otesi z utworem "Deli" ("Szalony"). Moim zdaniem 7. miejsce to zdecydowanie za mało, ale widać kilka milionów głosujących uznało inaczej. Tak czy inaczej to był ostatni póki co występ tego kraju po... turecku. W następnych edycjach znów powrócono do języka angielskiego.


Najpierw rok 2009. Urodzona w Belgii Turczynka Hadise z piosenką "Dum tek tek" (tytuł oznacza odgłos bicia serca w rytm muzyki) osiągnęła kolejne czwarte miejsce dla swojego kraju. Największe problemy z promocją teledysku do swojej piosenki, artystka miała... w Turcji. Uznano go za zbyt erotyczny i odmówiono puszczania w telewizji. Wolę nie ryzykować posądzenia o zgorszenie, toteż dla odważnych wstawiam link do teledysku. A tutaj zostawię jedynie występ na eurowizyjnej scenie.



No i nadszedł czas na ostatni turecki występ. Zespół maNga rok temu zdobył nagrodę MTV jako najlepszy europejski zespół. Po ukazaniu się piosenki "We could be the same" opinie były różne - jedni dawali zespołowi miejsce w pierwszej dziesiątce, inni poza nią - jednakże chyba nikt nie spodziewał się, że Turcja osiągnie najlepszy od 2003 wynik, czyli drugie miejsce. Utwór ten jednak pokazał, że i rock - nawet jeśli alternatywny - jest w stanie zająć bardzo wysokie miejsce na Eurowizji. Zapewne zespół pokazał ogromny przerost "formy", jednakże "treść" była naprawdę dobra.


Turcja w konkursie wystąpiła 32 razy, 3-krotnie stając na podium i raz konkurs wygrywając. Najwięcej punktów w tym czasie zdążyła dać Wielkiej Brytanii, Irlandii i Hiszpanii, równie dużo otrzymując od Niemiec, Francji czy Holandii. Jaki wynik osiągnie przyszłoroczny reprezentant Turcji? Nie wiadomo, choć można przypuszczać, że w co najmniej okolicach pierwszej piątki się znajdzie. Kraj ten "ewoluował" razem z Eurowizją, osiągając największe sukcesy wtedy, gdy i format Eurowizji się zmienił, a sam festiwal rozszerzył się na Wschód. To oczywiście nie jest ich wina, jednakże to właśnie fenomen Turcji stał się przyczyną rozważań w jaki sposób sprawić, by Eurowizja przestała być konkursem geopolitycznych sympatii. Tak czy inaczej to kraj, bez którego eurowizyjny konkurs straciłby na różnorodności.

czwartek, 1 lipca 2010

Irlandia: douze pointe



Nie myślcie sobie, że jedynie rok po roku będę wspólnie z Wami zaznajamiał się z historią Eurowizji. Byłoby to stanowczo zbyt monotonne. Jednym z urozmaiceń będzie prezentacja historii występów poszczególnych krajów. Na początek - najbardziej utytułowane państwo, 7-krotny zwycięzca Konkursu Eurowizji - Irlandia.

Pierwszy raz kraj zielonej wyspy wystartował w 1965 z piosenką "Walking the streets in the rain", wykonywaną przez Butcha Moore'a. W Neapolu, irlandzki piosenkarz wywalczył 6. miejsce na 18 zaprezentowanych utworów.



Od tego czasu Irlandia zajmowała bardzo wysokie miejsca, aż w amsterdamskiej edycji w 1970 wygrała po raz pierwszy. Dokonała tego Dana z piosenką "All kinds of everything".



Następna dekada to dla Irlandii lata suche. Dopiero w 1980 roku, dzięki pochodzącemu z Australii Johny'emu Loganowi, udało się znów sięgnąć po Grand Prix konkursu. Jego "What's another year?" zgromadziło 143 punkty i ponownie przeniosło konkurs do Dublina. W wyniku kłopotów finansowych, Irlandia musiała zrezygnować z udziału w Eurowizji w 1983, jednak od razu do konkursu powróciła.



O Johnym Loganie Europa usłyszała jeszcze raz - w 1987 roku. Artysta z nowym utworem - "Hold me now" pokonał drugie w kolejności Niemcy (co ciekawe 7 lat wcześniej to również ten kraj zajął drugie miejsce) i jako jedyny wykonawca wygrał Eurowizję po raz drugi. Sama piosenka zyskała niesamowite uznanie wśród fanów konkursu i w trakcie obchodów 50-lecia Eurowizji zajęła 3. miejsce w konkursie na najlepsze eurowizyjne utwory. Całkiem zasłużenie, należy przyznać.



W kolejnych latach nie wiodło się Irlandczykom już tak dobrze. Aż do roku 1992 i konkursu w  Malmoe. Wtedy to Zieloną Wyspę reprezentowała Linda Martin. Artystka była bliska zwycięstwa już w 1984, jednakże wtedy zabrakło jej 8 punktów do szwedzkiego utworu i musiała zadowolić się drugim miejscem. Jak jednak mówią - co się odwlecze, to nie uciecze. Osiem lat po porażce, udało jej się wygrać - w dodatku na szwedzkiej ziemi i to z piosenką autorstwa... Johny'ego Logana. Dzięki zwycięskiemu utworowi "Why me?", Irlandia znów mogła zorganizować konkurs Eurowizji, rozpoczynając tym samym najlepszą passę jednego kraju w historii.




W 1993 roku konkurs zagościł w Millstreet. Gospodarzy reprezentowała Niamh Kavanagh, która piosenką "In your eyes" wywalczyła... pierwsze miejsce. Sytuacja, gdy zwycięża gospodarz konkursu, zdarzyła się po raz trzeci - poprzednio dwukrotnie z rzędu w latach 70. zwyciężał Luksemburg oraz Izrael. Irlandka zdobyła również najwyższą od początku trwania konkursu liczbę 187 punktów. Ponadto, Irlandia po raz drugi z rzędu wygrała walkę o zwycięstwo z Wielką Brytanią, która czekała na pierwszą od 1981 roku wygraną. Kolejny konkurs zatem znów odbyć się miał w Irlandii, tym razem w Dublinie.




1994 rok, jak być może niektórzy z Was pamiętają, to rok, gdy po raz pierwszy w Eurowizji wystąpiła Polska. Edyta Górniak wywalczyła wtedy drugie miejsce, a przegrała z... Irlandią! Otóż kraj ten wygrał Eurowizję po raz trzeci z rzędu, co nie udało się nikomu w ponad 50-letniej historii tego konkursu. A dokonali tego Paul Harrington i Charlie McGettigan z piosenką "Rock'n'roll kids", za którą otrzymali aż 226 punktów (Górniak zdobyła o 60 mniej). Choć nieskromnie powiem, że piosenka polska jest dużo lepsza, o tyle z ulgą należy przyjąć informację, że nie wygrała, o co "proszono" Edytę Górniak przed konkursem. Ale to już zupełnie inna historia...




Ponieważ regulamin na to przyzwalał, Eurowizja w 1995 znów mogła się odbyć w Dublinie. Tym razem jednak Irlandczycy zajęli odległe 14. miejsce, z czego jak sądzę raczej byli zadowoleni. Jednakże już rok później - w norweskim Oslo znów za najlepszą uznano propozycję irlandzką. Jeśli ktoś nie powiązał faktów - Irlandia wygrała czwarty raz w ciągu pięciu kolejnych lat, co wydaje się wyczynem nie do pobicia. Sukces Eimear Quinn i piosenki "The voice" był ostatnim tak dobrym wynikiem Irlandii w ostatnich latach, prócz jeszcze drugiego miejsca w 1997. Wyobrażacie sobie, co by było, gdyby wygrali po raz piąty w ciągu 6 lat? Na szczęście - głównie dla nich samych - nie wygrali.




Od tamtego czasu Irlandia systematycznie zdobywa coraz gorsze miejsca. W 2002 nie wystąpiła w konkursie ze względu na fatalną pozycję rok wcześniej. Od 2006 nie udaje jej się znaleźć w pierwszej dziesiątce konkursu, a od wprowadzenia półfinałów w 2004 roku, częściej znajduje się poza finałem niż w nim. Szczytem upadku irlandzkiej piosenki był rok 2008, kiedy reprezentantem tego kraju był... indyk. Co prawda tylko "oficjalnie", niemniej "Dustin the turkey" ze swoim "Irelande, douze pointe" "osiągnął" 15. miejsce w jednym z półfinałów, co plasuje Irlandię w czwartej dziesiątce pośród wszystkich uczestników...




Na szczęście Irlandia powoli powraca do tego, co dawało jej największe sukcesy, czyli mówiąc najprościej dobre piosenki i świetni wykonawcy. W 2010 kraj reprezentowała... Niamh Kavanagh, zwyciężczyni z 1993 roku. Niestety, jej naprawdę ciekawy utwór "It's for you" zajął w finale miejsce trzecie od końca, jednak należy przyznać, że Irlandia zmierza w dobrym kierunku.




Niewątpliwie Irlandia to jeden z tych krajów, które eurowizyjnych sukcesów mają najwięcej: 12 razy stanęła na podium, z czego 7 na najwyższym jego stopniu. W sumie w Eurowizji wzięła udział 44-krotnie, najwięcej punktów w tym czasie zdobywając od Wielkiej Brytanii, Szwecji oraz Szwajcarii, samej natomiast najhojniej obdarowując Wielką Brytanię i Francję.


Po ostatniej Eurowizji pojawiły się głosy, że telewizja irlandzka może rozważać odpuszczenie sobie konkursu na jakiś czas. Mam nadzieję, że były to jedynie pogłoski, bo zwyczajnie szkoda by było stracić kolejny - po Włochach i Luksemburgu - tak znaczący dla Eurowizji kraj.