Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ESC 2009. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ESC 2009. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Mołdawia: bunika bate toba


Mołdawia na Eurowizji pojawiła się stosunkowo niedawno, bo w 2005 roku. Nie wiadomo, czy to urok debiutanta czy też oryginalny utwór sprawił, że od razu osiągnęła bardzo dobry - i do tej pory najlepszy - wynik w Konkursie. Pierwszym mołdawskim reprezentantem był zespół Zdob si Zdub, co ciekawe wykonujący swoją propozycję w języku angielskim i rumuńskim. Utwór "Bunika bate toba", czyli "Babcia uderza w bęben". Najpierw zajęli drugie miejsce w półfinale, później osiągnęli 6. pozycję w klasyfikacji finałowej. Stawka była tak wyrównana, że Mołdawii zabrakło wtedy tylko 10 punktów do podium.




Rok później (2006) na Eurowizji pojawił się Arsenium, znany bardziej jako członek zespołu O-Zone. Tym razem jednak wystąpił w duecie z Natalią Gordienką. Ich piosenka "Loca" nie odniosła sukcesu, zajmując dopiero 20. miejsce.




W 2007 roku Mołdawię reprezentowała Natalia Barbu. "Fight" to piosenka na temat "okrutnego świata", któremu trzeba się przeciwstawiać. Solówka skrzypcowa, którą słychać na początku, wykonywana jest przez samą artystkę. Nie mogła być jednak odegrana na żywo w trakcie występu, jako że regulamin przewiduje jedynie półplayback - czyli muzykę z odtworzenia. Mimo to, piosenka mołdawska wślizgnęła się do finału (zajmując ostatnie premiowane awansem miejsce), by w finale, który kończyła, ponownie zająć miejsce dziesiąte.




Rok 2008 to największe jak dotąd mołdawskie niepowodzenie - utwór "A Century of Love" Gety Burlacu, odpadł w półfinale.



W konkursie z 2009 roku wystąpiła Nelly Ciobanu z piosenką "Hora din Moldova" ("Taniec z Mołdawii"). Folkowa propozycja najpierw zajęła aż 5. miejsce w półfinale, lecz w finale nie było już tak dobrze. Ostatecznie wraz z 68 oczkami na koncie, Mołdawia zajęła 14. miejsce.




W tegorocznej (2010) edycji Mołdawię reprezentowała grupa SunStroke Project z gościnnym występem Olia Tiry. Utwór "Run Away" w stylu disco z jednej strony uznawany był za faworyta do wysokiego miejsca, z drugiej do rychłego odpadnięcia. Jednak w półfinałach, które rozpoczynał, zajął 10. miejsce i awansował do finału. W tym zaś zdobył tylko 27 punktów, co dało dopiero 22. lokatę.




Mołdawia to kolejny przykład tzw. współpracy sąsiedzkiej - wymiana punktów z Rumunią, Rosją czy Ukrainą w dużym stopniu to potwierdza. Tak czy inaczej w ciągu 6 lat uczestnictwa w Eurowizji, kraj ten zaprezentował kilka naprawdę dobrych i oryginalnych kompozycji - zapewne nie inaczej będzie w 2011 roku.

czwartek, 19 sierpnia 2010

Gruzja: visionary dream



Europa rozszerza się na Wschód, a razem z nią Eurowizja. Pierwszy "krok w bok" konkurs wykonał na początku lat 90. po upadku ZSRR. W ostatnich latach na eurowizyjnej scenie pojawiają się kolejne państwa, jak chociażby Gruzja.

Jej debiut miał miejsce w roku 2007 w Helsinkach. Jak to zwykle z krajami występującymi po raz pierwszy, starano się, by piosenka była jak najlepsza. Krajowy nadawca zdecydował, że Gruzję reprezentować będzie tamtejsza gwiazda, Sopho Khalvashi, którą poparło 60% ankietowanych. Artystka wykonała 5 utworów, z których jeden miał reprezentować jej kraj. Ostatecznie 51% głosujących uznało, że najlepszą jest piosenka "My Story", której tytuł zmieniono później na "Visionary Dream". Występ w półfinale zakończył się sukcesem (8. miejsce i awans do finału), podobnie jak finał - w nim wraz z 97 punktami Khalvashi zajęła 12. miejsce.


Rok później (2008) gruzińską reprezentantką była Diana Gurtskaya, niewidoma artystka, mająca na swoim koncie duety z Rayem Charlesem czy Toto Cutugno. Spośród 12 utworów różnych wykonawców wybrano jej "Peace Will Come", które zdobyło 39% wszystkich głosów. Utwór najpierw zajął 5. miejsce w belgradzkim półfinale, zaś w finale znalazł się na 11. miejscu (83 punkty). Pojawiały się głosy, aby wydać "Peace Will Come" w ramach zbierania funduszy przy okazji konfliktu w Abchazji i Południowej Osetii.


W roku 2009 Gruzini wybrali piosenkę "We Don't Wanna Put In" wykonywaną przez zespół Stefane & 3G. EBU uznała jednak, że utwór (a zwłaszcza jego tytuł) ma charakter polityczny - dla jasności należy dodać, że ten konkurs odbywał się w Moskwie, a Gruzja była w stanie wojny z Rosją) i nakazała zmianę piosenki. Gruzja twardo obstawała przy swoim wyborze, w konsekwencji została zdyskwalifikowana.


Mimo niesnasek o zabarwieniu politycznym, gruziński nadawca nie zrezygnował z udziału w Eurowizji. W 2010 roku reprezentantką tego kraju była Sopho Nizhiradze, która w koncercie preselekcyjnym wykonała 6 propozycji muzycznych. Największe uznanie u telewidzów i jurorów zdobył utwór "Shine", który też został zaprezentowany najpierw w półfinale (gdzie zajął 3. miejsce), a później w finale. Tam osiągnął najlepszy rezultat dla Gruzji w jej niedługiej historii występów na Eurowizji - 9. miejsce i 136 punktów.


Gruzja znajduje się w grupie krajów krytykowanych za "polityczne głosowanie". Tak też niestety w dużym stopniu jest - najwięcej punktów wymienionych zostało z Armenią, Litwą, Ukrainą, Białorusią oraz Rosją. Podobnie jak dwa inne kraje z rejonu Kaukazu - Armenia i Azerbejdżan - Gruzja zajmuje miejsca w okolicach pierwszej dziesiątki, powoli się do niej "przyzwyczajając". Finał gościł już w Stambule, Kijowie i Moskwie - może już niedługo pojawi się za Morzem Czarnym?

poniedziałek, 19 lipca 2010

Estonia: randajad


Z gorącej Turcji przenieśmy się do chłodnej Estonii. Kraj ten jest jednym z młodszych uczestników Konkursu Eurowizji. Po raz pierwszy wystartował w roku 1994 (tym samym co Polska), lecz swój połowiczny debiut zaliczył rok wcześniej. Wtedy to propozycja estońska nie zakwalifikowała się do Konkursu, odpadając we "wschodnioeuropejskich" preselekcjach. W Dublinie jednak zaliczyła swój debiut, a pierwszą reprezentantką Estonii w Eurowizji została Silvi Vrait. Artystka za piosenkę "Nagu merelaine" ("Jak fala morska") zdobyła jedynie 2 punkty i zajęła 24., przedostatnie miejsce w edycji z 1994 roku.


Po rocznej pauzie estońscy reprezentanci powrócili na eurowizyjną scenę w 1996. Maarja-Liis Ilus oraz Ivo Linna osiągnęli pierwszy sukces dla swojego kraju, zajmując 5. miejsce. Ich "Kaelekee haal" było pierwszą piosenką z "bloku wschodniego" w historii, która znalazła się w najlepszej piątce konkursu.


Kolejne lata przyniosły umiarkowane powodzenie Estonii, która oscylowała w granicach pierwszej dziesiątki. Przełom nastąpił w 2000 roku, kiedy Ines z propozycją "Once in a lifetime" osiągnęła 4. miejsce. 17-letnia wówczas piosenkarka pozwoliła swojej ojczyźnie myśleć o jeszcze większym sukcesie...


... który nadszedł rok później. W konkursie odbywającym się w Kopenhadze Estonię reprezentowali Tanel Padar, Dave Benton oraz 2XL. Wystąpili z dość niekonwencjonalną jak na Eurowizję propozycją "Everybody". W ostatecznym rozrachunku pokonali gospodarzy, zdobywając 198 punktów. Jednakże "Everybody" jest szczególne także pod innymi względami. Po pierwsze, Estonia została pierwszym krajem z dawnego Związku Radzieckiego, który wygrał Eurowizję. Po drugie - Dave Benton został najstarszym zwycięzcą Eurowizji (w 2001 roku miał 50 lat) oraz jedynym jak dotychczas... czarnoskórym zdobywcą Grand Prix, w dodatku pochodzącym z Karaibów.


Estonia zajęła bardzo wysokie miejsce także u siebie w 2002 roku. Co ciekawe, reprezentantką gospodarzy była... Szwedka. Sahlene została zaproszona do estońskich preselekcji, gdy z udziału w nich zrezygnowała Ines. Z piosenką "Runaway" uplasowała się na 3. miejscu, a później zyskała popularność na skandynawskich (i m. in. bałkańskich) listach przebojów.


Dalsze lata nie były zbytnio udane dla Estonii. Po wprowadzeniu półfinałowych zmagań, rok po roku kraj ten odpadał z rywalizacji szybciej niż ta na dobre się zaczęła. Niemoc przerwała jedna z najlepszych moim zdaniem piosenek ostatnich lat na Eurowizji. W 2009 roku grupa Urban Symphony z utworem "Randajad" ("Podróżnicy") zdobyła serca miłośników tego konkursu i w moskiewskim konkursie zajęła szóste miejsce. Było to zdecydowanie najlepsze miejsce estońskich reprezentantów od 2002 roku, zaś sama piosenka "Randajad" zdobyła pierwsze miejsca list przebojów w Wielkiej Brytanii, Belgii czy Szwajcarii, chociaż jest całkowicie w języku estońskim.


Rok 2010 to niestety kolejne niepowodzenie Estonii, choć - tu znów wtrącę swój subiektywny głos - całkowicie niezasłużone. Malcolm Lincoln ze swoim "Siren" zdecydowanie nie powinien odpaść już w półfinale, jednak tak się stało, głównie za sprawą głosów telewidzów. Szkoda, bo jest to niesamowicie wciągający utwór godny zauważenia i powinien zająć miejsce wyższe niż 14. miejsce w półfinale (tuż za polskim reprezentantem, Marcinem Mrozińskim).


Estonia pomimo niedługiego stażu w Eurowizji, ma na swoim koncie sporo sukcesów. W trakcie swych 16 występów najwięcej punktów otrzymała m. in. od Szwecji, Finlandii oraz Polski, zdecydowanie najwięcej przyznając Rosji oraz Szwecji. W najbliższych latach czekam na podtrzymanie poziomu Randajad czy Siren, bo być może to właśnie z Estonii, leżącej w samym centrum "skandynawsko-wschodnioeurowizyjnych układów", nadejdzie poprawa jakości piosenek z tego rejonu...

sobota, 10 lipca 2010

Turcja: dum tek tek


Było już co nieco o jednym kraju ważnym dla Eurowizji, teraz czas na kolejny. Turcja, bo o niej mowa, to państwo, które w opinii wielu nie powinno startować w tym konkursie, bo nie jest krajem stricte europejskim. Dla mnie, ani dla innych eurowizyjnych fanów, nie ma to kompletnie żadnego znaczenia. Tureckie piosenki w ostatnich latach stały się ważną częścią festiwalu i w tym kontekście należy rozpatrywać powinność ich uczestnictwa w konkursie.

Turcja po raz pierwszy w Eurowizji zagościła w roku 1975. Pierwszą reprezentantką swojego kraju została Semiha Yanki, która wystąpiła z utworem "Seninle bir dakika" ("Jedna minuta z tobą"). Nie zdobyła jednak uznania jurorów i z 3 punktami zakończyła konkurs na ostatniej, 19. pozycji. Niemniej piosenka stała się hitem w Turcji, zaś niepowodzenie tłumaczono debiutem oraz 40-stopniową gorączką artystki w trakcie występu.


Na 3 lata odpuszczono sobie eurowizyjne zmagania i wrócono w 1978. Rok później jednakże znowu Turcja nie wzięła udziału w konkursie, gdyż wyselekcjonowana piosenka została uznana za zbyt słabą, by stawać w szranki z pozostałymi. Od 1980 jednak tureckie piosenki stale uczestniczyły w Eurowizji, jednak bez sukcesu. Prócz 9. miejsca w 1986 pierwszym poważnym sukcesem był rok 1997. Wtedy to Turcję reprezentowała Sebnem Paker. Był to jej drugi udział z rzędu, jednakże tym razem wspomógł ją zespół muzyki etnicznej. Grupa dzięki piosence "Dinle" ("Posłuchaj") zajęła 3. miejsce, co oczywiście zostało uznane za ogromny sukces.




W kolejnych latach Turcji znów nie udawało się przebić nawet do pierwszej dziesiątki. Przełomem był rok 2003, kiedy to w Rydze pojawiła się Sertab Erener. Piosenka turecka została po raz pierwszy zaśpiewana w języku angielskim (pod koniec lat 90. wprowadzono możliwość śpiewania w dowolnym języku), co w połączeniu z głosowaniem telewidzów (również od końca lat 90.), w znaczący sposób przyczyniającym się do "huczniejszej oprawy", spowodowało drugi sukces Turcji w jej prawie 30-letniej historii na Eurowizji. "Every way that I can", po pasjonującym głosowaniu, w którym do samego końca nie wiadomo było kto zwycięży, wygrała Eurowizję i przeniosła ją do Stambułu.


Rok 2004 również okazał się dość szczęśliwy dla Turcji. Gospodarzy reprezentował zespół Athena, który piosenką "For real" wskoczył na 4. miejsce. Grupa punkowa nie była faworytem, a mimo to pokazała, że i taka muzyka może zdobyć uznanie eurowizyjnej publiczności. Uważnym widzom polecam moment, w którym główny wykonawca igra sobie z zasadą Eurowizji, by nie przemycać politycznych treści.


Dwie następne edycje nie przyniosły Turcji sukcesów. Jednakże w 2007 kraj ten po raz kolejny znalazł się wysoko. Popularny w kraju Kenan Dogulu piosenką "Shake it up sekerim" wyśpiewał sobie miejsce już za podium. Od tego czasu bardzo dobrze widać, że Turcja ogromną ilość punktów zdobywa z tych samych zakątków Europy - nie tylko kraje kaukaskie czy Bałkany, ale także Niemcy, Francja czy kraje Beneluksu - co pozwala jej niemal automatycznie znajdować się w pierwszej dziesiątce.


W roku 2008 na Eurowizji wystąpił zespół Mor ve Otesi z utworem "Deli" ("Szalony"). Moim zdaniem 7. miejsce to zdecydowanie za mało, ale widać kilka milionów głosujących uznało inaczej. Tak czy inaczej to był ostatni póki co występ tego kraju po... turecku. W następnych edycjach znów powrócono do języka angielskiego.


Najpierw rok 2009. Urodzona w Belgii Turczynka Hadise z piosenką "Dum tek tek" (tytuł oznacza odgłos bicia serca w rytm muzyki) osiągnęła kolejne czwarte miejsce dla swojego kraju. Największe problemy z promocją teledysku do swojej piosenki, artystka miała... w Turcji. Uznano go za zbyt erotyczny i odmówiono puszczania w telewizji. Wolę nie ryzykować posądzenia o zgorszenie, toteż dla odważnych wstawiam link do teledysku. A tutaj zostawię jedynie występ na eurowizyjnej scenie.



No i nadszedł czas na ostatni turecki występ. Zespół maNga rok temu zdobył nagrodę MTV jako najlepszy europejski zespół. Po ukazaniu się piosenki "We could be the same" opinie były różne - jedni dawali zespołowi miejsce w pierwszej dziesiątce, inni poza nią - jednakże chyba nikt nie spodziewał się, że Turcja osiągnie najlepszy od 2003 wynik, czyli drugie miejsce. Utwór ten jednak pokazał, że i rock - nawet jeśli alternatywny - jest w stanie zająć bardzo wysokie miejsce na Eurowizji. Zapewne zespół pokazał ogromny przerost "formy", jednakże "treść" była naprawdę dobra.


Turcja w konkursie wystąpiła 32 razy, 3-krotnie stając na podium i raz konkurs wygrywając. Najwięcej punktów w tym czasie zdążyła dać Wielkiej Brytanii, Irlandii i Hiszpanii, równie dużo otrzymując od Niemiec, Francji czy Holandii. Jaki wynik osiągnie przyszłoroczny reprezentant Turcji? Nie wiadomo, choć można przypuszczać, że w co najmniej okolicach pierwszej piątki się znajdzie. Kraj ten "ewoluował" razem z Eurowizją, osiągając największe sukcesy wtedy, gdy i format Eurowizji się zmienił, a sam festiwal rozszerzył się na Wschód. To oczywiście nie jest ich wina, jednakże to właśnie fenomen Turcji stał się przyczyną rozważań w jaki sposób sprawić, by Eurowizja przestała być konkursem geopolitycznych sympatii. Tak czy inaczej to kraj, bez którego eurowizyjny konkurs straciłby na różnorodności.

niedziela, 4 lipca 2010

Alexander Rybak - Fairytale

Eurowizja to przede wszystkim konkurs piosenki. Niejednokrotnie bywało tak, że dany utwór stawał się hitem w wielu rozgłośniach radiowych czy telewizjach i to pomimo tego, że był piosenką eurowizyjną. Jednakże gdyby nie artyści, którzy wykonywali owe utwory, być może nigdy nie osiągnęłyby takiej sławy. Ciężko bowiem stwierdzić, czy to dzięki utworowi piosenkarz się "wybił", czy też piosenka stała się popularna ze względu na wykonawcę...

Tak czy inaczej należy poświęcić czas i miejsce dla obojga. Żeby nie było tak bardzo "historycznie" na tym blogu, zaprezentować wypada jeden z najnowszych hitów Eurowizji, który pobił wszelkie rekordy, jakie tylko mógł. Mowa o "Fairytale" Alexandra Rybaka.


Jak przyznał sam artysta, jest to piosenka o byłej dziewczynie. Inspirację miał on zaczerpnąć z norweskiego folkloru, a konkretniej od istoty o nazwie "huldra". Wg norweskich legend huldry były pięknymi dziewczętami, jednakże miały jeden mankament - krowi ogon. Jak to jednak z tego typu historiami bywa - miłość i ślub (oczywiście w kościele) zły czar niszczyły i ogon znikał. Mam jednak nadzieję, że miłość Rybaka od początku funkcjonowała bez ogona...

Wracając do piosenki - "Fairytale" wygrała konkurs w 2009 roku. Już od samego pojawienia się na eurowizyjnej giełdzie skupiła ogromne zainteresowanie i z miejsca stała się główną faworytką do zwycięstwa, zaś norweskiego reprezentanta chcieli poznać wszyscy jeszcze przed konkursem. 

A skoro o nim mowa - Alexander Rybak urodził się 13 maja 1986 w Mińsku. Do Norwegii jego rodzina przeprowadziła się gdy miał on 4 lata. W rodzinie pianistki i skrzypka, Alexander nie mógł nie zostać muzykiem. Zresztą, skrzypce stały się jego znakiem firmowym, także w "Fairytale".

Zanim jednak Rybak mógł wyjechać do Moskwy, gdyż tam odbywał się finał konkursu Eurowizji w 2009 roku, musiał przebrnąć przez krajowe eliminacje. Wystąpił w trzecim, ostatnim, półfinale i bezpośrednio awansował do finału (w tamtym roku, norweska telewizja organizowała także "dogrywkę" o wejście do finału). "Fairytale" znalazła się w gronie 8 finalistów, później zaś Rybak znalazł się w "złotym finale" wraz z trójką pozostałych artystów. W nim zdobył prawie 750 tys. głosów od telewidzów (w tym 32 tys. "głosów" od jurorów), co stanowiło... 74% wszystkich głosów! Z tak mocnym poparciem Alexander Rybak mógł tylko dumnie przygotowywać się do występu na moskiewskiej scenie.

Najpierw z powodzeniem przebrnął przez półfinał (pokonując m. in. reprezentantkę Polski), a później jako 20. z kolei wykonawca wystąpił w finale. Miało to miejsce 3 dni po jego urodzinach (co ciekawe, tegoroczna zwyciężczyni - Lena - urodziny obchodziła 6 dni przed finałem).



Głosowanie było jednym z "nudniejszych", gdyż co chwilę najwyższe noty zdobywał reprezentant Norwegii. W sumie - na 43 występujące kraje - zdobył 16 "dwunastek", aż 35-krotnie znajdując się w najlepszej trójce ocenianych państw, zyskując co więcej punkty ze wszystkich krajów. Zwycięstwo świętować mógł już na kilkanaście głosowań przed końcem. Ostatecznie zdobył 387 punktów, co było o niemalże 100 punktów lepszym wynikiem od poprzedniego najlepszego z 2006 roku. Przewaga nad drugim miejscem - Islandią - wyniosła 169 punktów, zatem drugie miejsce zdobyło niemalże dwa razy mniej punktów niż pierwsze!


Alexander Rybak wprost zdeklasował rywali sprawiając, że "Fairytale" stała się jedną z ikon konkursu Eurowizji. Jedną z pierwszych czynności artysty po zwycięstwie było... uszkodzenie (oczywiście nieumyślne) trofeum za wygraną, gdy stawiał je na scenie przed powtórnym występem. Statuetkę naturalnie zdążono naprawić przed następnym konkursem, który miał miejsce nieco ponad miesiąc temu w Oslo.


Piosenkarz, który dopiero przymierzał się do wydania pierwszej płyty, stał się jednym z bardziej rozpoznawalnych artystów w Europie, zaś jego przepustka do sławy, "Fairytale", święciła triumfy na listach przebojów nie tylko w Skandynawii, ale także w krajach brytyjskich czy Beneluksu oraz w Rosji. Zajęła trzecie miejsce na liście 100 najlepszych europejskich hitów, a i w Polsce na niektórych listach przebojów (np. radiowej trójki) dało się ją usłyszeć - i to nie raz.


Rybak wydał pod koniec maja płytę "Fairytale", która podobnie jak promocyjna piosenka, pięła się dość wysoko na wielu listach, w Szwecji osiągając status złotej płyty. Po pewnym czasie popularność zdobyła kolejna piosenka artysty - "Funny little world".




W czerwcu 2010, Rybak wydał drugi album - "No boundaries". Płytę promuje singiel "Oah", który póki co na pierwsze miejsca list przebojów jeszcze czeka.




Jak widać na przykładzie Alexandra Rybaka - Eurowizja to w dużej mierze przepustka do dużej sławy. Piosenkarz, który w krajowym "Idolu" nie przebrnął przez półfinały, stał się artystą, którego nazwisko wymieniała (prawie) cała Europa - wystąpił m. in. w trakcie gali wręczania Pokojowej Nagrody Nobla w grudniu 2009. "Fairytale", choć z etykietką "najlepsza piosenka Eurowizji", z powodzeniem grana jest w radiach, zaś po "unowocześniających" przeróbkach także na dyskotekach czy klubach. Patrząc na obie te "kariery" aż ciśnie się na usta hasło: "można!".